<title_newspaper=Przyjacika> 
<title_article=W Mikucicach> 
<author_1=> 
<author_2=> 
<language=pl> 
<style=press> 
<year=1953> 
<month=01> 
<date=1953-01-04> 
<period=w> 
<status=1_obieg> 
<support=paper> 
Samochd zepsu si, zaledwie minlimy wie. Kierowca z cikim westchnieniem owiadczy, e naprawa potrwa co najmniej p godziny, albo i wicej. Wchodz wic do najbliszego domu.
W obszerniej izbie zastaj starsz ju kobiet. Izba jest dua, ma dwa okna na przestrza  jedno wychodzi na podwrze, drugie na szos.
Podoga lni biaoci. Na komodzie okrytej haftowan w czerwone re serwet stoj dwie fotografie w ramkach.
 To moje najstarsze dzieci  mwi gospodyni z umiechem, widzc, e przygldam si zajciom.
Mam ich szecioro  opowiada stawiajc przede mn kubek gorcego mleka.  Zosia koczy w tym roku liceum pedagogiczne. Modsze te si, ucz. Tylko drugi syn, Stefan pracuje ze mn na gospodarstwie, ale i on chce i na kurs traktorzystw.
 No a m?
 M umar jeszcze w czterdziestym sidmym  mwi z westchnieniem.  Zmarnowany by bardzo. Bo to przed wojn nie mielimy swego gospodarstwa, pracowalimy w majtku. Wiadomo, jak fornalom byo. A za okupacji tak samo, albo jeszcze gorzej. Do okopw go pognali, przezibi si, to ju potem chorowa. Ale e tych lepszych czasw to jeszcze doczeka i gospodarzem umar. Z reformy dostalimy cztery hektary, potem poyczk na wystawienie domu.
Syn, Zygmunt, do wojska poszed w 1945 roku. Teraz jest oficerem.
Twarz gospodyni rozjania ciepy umiech. Wida, e dumna jest z syna.
 Jake sobie radzilicie z gospodarstwem w tym roku?
Gospodyni rozemiaa si:
 Ano  radzilimy sobie. Spytajcie w gminie o Kowalskich, powiedz wam jak sobie radzimy.
 Nie powiem, e wszystko atwo idzie. W tamtym roku obrodzio nam gorzej, zwaszcza kartofle. Z pasz mielimy kopoty. W tym roku znw deszcze przeszkadzay w wykopkach. No i z nawozami sztucznymi te bya bieda.
</support> 
</status> 
</period> 
</date> 
</month> 
</year> 
</style> 
</language> 
</author_2> 
</author_1> 
</title_article> 
</title_newspaper> 